Co naukowcy piszą o przyjęciu euro | MORS - Mega Otwarte Radio Studenckie

-A A +A

Co naukowcy piszą o przyjęciu euro

Banknot 20 euro Photo by Thought Catalog on UnsplashWejść do strefy euro czy nie wejść? Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla przyszłości polskiej gospodarki. Zdeterminuje ona na wiele lat rozwój ekonomiczny naszego kraju, a więc nas wszystkich. Wyniki badań, które zostały opublikowane w 2017 roku w europejskiej prasie naukowej można interpretować jako wskazanie na tak.

Polaków można podzielić na trzy podstawowe grupy. Pierwsza jest zdecydowanie przeciwna wejściu do strefy euro. Druga uważa, że wejść należy dopiero, gdy nasza gospodarka dogoni inne najważniejsze gospodarki Unii Europejskiej. Trzecia chciałaby natychmiastowego przystąpienia Polski do strefy euro. Pierwsi powołują się na przykład kryzysu w Grecji i innych krajach południowej Europy, który miał być głębszy przez to, że kraje te nie mogły dewaluować swojej waluty i musiały wdrożyć niekorzystne dla gospodarki programy oszczędnościowe narzucone przez europejskich urzędników. Dla przeciwników euro istotna jest możliwość prowadzenia własnej polityki pieniężnej, która według nich zawsze jest lepsza niż ta prowadzona z poziomu europejskiego. Jako przykład podają bogate i przodujące w rankingach zadowolenia społecznego kraje Unii Europejskiej posiadające własne waluty – Wielką Brytanię, Danię i Szwecję. Dla zwolenników natychmiastowego wejścia do strefy euro najważniejsza jest kwestia zmniejszenia barier w handlu pomiędzy Polską a naszymi najważniejszymi parterami handlowymi, którzy znajdują się właśnie w strefie euro. Dla nich wejście do strefy to wyeliminowanie ryzyka walutowego, przyśpieszenie rozwoju gospodarczego i zwiększenie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Trzecia grupa, która wprawdzie chce euro, ale nie teraz, a w bliżej nieokreślonej przyszłości - w różnych proporcjach przyjmuje argumenty jednej i drugiej strony, często przywołując poważnie brzmiący argument „asymetrycznych wstrząsów wewnątrz nieoptymalnego obszaru walutowego”. Według nich polska gospodarka jeszcze nie dorosła do strefy euro i może się szybciej rozwijać poza nią.

Jakie są proporcie pomiędzy tymi grupami? Z danych opublikowanych przez Centrum Badania Opinii Społecznych wynika, że w kwietniu 2017 roku 72 proc. badanych było przeciwnych przyjęciu euro, 22 proc. chciało przyjęcia euro, a 6 proc. nie miało zdania. Jest to najwyższy poziom niechęci do wspólnej waluty od początku prowadzenia badań w tym zakresie. Największe poparcie wyrażano na początku prowadzenia badań, jeszcze przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. W 2002 roku proporcje były niemal odwrotne – 64 proc. chciało euro w Polsce, 22 proc. było przeciwnych. Po wejściu do UE poszczególne grupy wyrównały się, ale po kryzysie w 2008 zwolenników euro znowu zaczęło przybywać. Zwrot nastąpił w 2010 roku. Od tej pory przeciwników euro systematycznie przybywało, a zwolenników ubywało. Dlaczego? Może dlatego, że od tej pory politycy zaczęli się wypowiadać coraz gorzej o euro. Pokazywali Polskę jako zieloną wyspę rozwoju osiągniętego dzięki bardzo dobrej polityce pieniężnej prowadzonej wewnętrznie. Gdy przeciwników euro zaczęło przybywać coraz częściej powoływano się też na argument woli narodu przywiązanego do własnej waluty. Powstało więc błędne koło. Polacy coraz gorzej myśleli o euro, bo tak mówiły medialne autorytety ekonomiczne i polityczne. Politycy coraz gorzej mówili o euro, bo zauważyli w wynikach sondaży, że Polacy odwracają się od wspólnej waluty.

Zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy euro często powołują się na badania naukowców i obiektywne wyniki analiz stworzonych w oparciu o dane statystyczne. Warto więc sprawdzić co w 2017 roku napisano o korzyściach i wadach uczestnictwa i przystępowania do strefy euro w naukowych czasopismach ekonomicznych.

Niepewne korzyści z handlu

Pierwszy artykuł pt. „Efekt euro w handlu produktami końcowymi, półproduktami i dobrami kapitałowymi” ucieszy przeciwników euro. Został on opublikowany w „International Journal of Finance & Economics” przez Inmaculadę Martínez-Zarzoso z niemieckiego Uniwersytetu Jerzego Augusta w Getyndze i hiszpańskiego Uniwersytetu Jakuba I w Castellón de la Plana oraz Floriana Johannsena reprezentującego tą drugą uczelnię. Celem artykułu było zbadanie wpływu euro na eksport różnych towarów podzielonych na grupy jak w tytule. Naukowcy obliczyli, że dzięki wprowadzeniu euro wartość handlu w zakresie półproduktów wzrosła o 9 proc., produktów końcowych o 7 proc. a w przypadku dóbr kapitałowych spadła. Zauważyli też, że we wszystkich tych grupach spadła różnorodność towarów, nastąpiła więc specjalizacja. Jest to zgodne z wcześniejszymi badaniami, które pokazywały, że wprowadzenie wspólnej waluty zwiększało wymianę handlową między krajami należącymi do wspólnego obszaru walutowego. Autorzy artykułu zauważają jednak, że im później badania były prowadzone, tym wpływ euro na zwiększenie handlu był niżej przez poszczególnych badaczy oceniany. Według Martinez-Zarzoso i Johannsena mogło to wynikać z tego, że po utworzeniu strefy euro nastąpił boom eksportu dóbr konsumpcyjnych z bogatszych krajów do biedniejszych, gdzie konsumenci zyskali dostęp do tańszych kredytów i dokonywali zakupów nie licząc się z możliwościami spłaty kredytów w przyszłości. Doprowadziło to do kryzysu w 2008 roku. Po tym roku eksport zmniejszył się, a tym samym efekt euro dla handlu międzynarodowego wewnątrz strefy był niżej oceniany. Dlatego autorzy artykułu zalecają, żeby decyzja o przystąpieniu do strefy euro była podejmowana z dużą dozą ostrożności, ponieważ kraj przystępujący do unii walutowej ponosi koszty w związku z brakiem elastyczności polityki pieniężnej, a pozytywne efekty handlowe mogą być ograniczone i nie dotyczą wszystkich rodzajów towarów.

Cykle i struktura gospodarki

Z dużą rezerwą do korzyści wynikających z przystąpienia do strefy euro podchodzą też autorzy artykułu „Ryzyko wczesnej akcesji Rumunii do strefy euro” opublikowanym w „Lucrări Științifice Management Agricol” przez Stanciu Sorin, Iancu Tiberiu, Camen Dorin, Forę Ciprian i Moatăr Mihaela z Uniwersytetu Banat Nauk Rolniczych i Weterynarii im. Króla Michała I z Timişoary w Rumuni. Zauważają oni, że wejście do strefy euro może być korzystne tylko dla krajów, które w momencie akcesji wykazują się podobieństwem do państw tworzących unię walutową w zakresie struktury gospodarczej, mają zsynchronizowane ze strefą cykle koniunkturalne i wykazują się dużą integracją handlową ze strefą. Synchronizacja cykli koniunkturalnych jest niezbędna, żeby mogła być prowadzona wspólna polityka pieniężna. Oznacza to, że kraje te powinny w tym samym czasie uzyskiwać przyspieszenie gospodarcze i w tym samym czasie wpadać w spowolnienie. Inaczej działania podejmowane przez Europejski Bank Centralny (EBC) korzystne dla głównych gospodarek strefy, będą niekorzystne dla krajów strefy znajdujących się w innej fazie cyklu koniunkturalnego. Jednak sama zbieżność cyklu koniunkturalnego nie wystarcza do podjęcia decyzji o akcesji, ponieważ może to być zjawisko przejściowe i przypadkowe. Żeby zachować zbieżność w dłuższym okresie potrzebna jest duża integracja handlowa i podobna struktura gospodarcza – podobny udział w gospodarce usług, produkcji i rolnictwa. Podobieństwo to jest potrzebne, żeby gospodarki podobnie reagowały na pojawiające się w światowej gospodarce wstrząsy i żeby nie występowały wspomniane wcześniej asymetryczne wstrząsy.

Autorzy artykułu wskazują, że obecnie pod względem cykli koniunkturalnych najlepiej ze strefą euro zsynchronizowane są Czechy (między 80 a 93 proc.) – lepiej nawet niż Portugalia i Grecja - dosyć dobrze Polska i Węgry a najgorzej Rumunia (między 41 a 76 proc.) Dla porównania, korelacja cykli gospodarczych między Niemcami, Francją i Włochami mieści się w przedziale 93 – 99 proc. Bardzo niepokojące zjawisko zaobserwowali natomiast w zakresie struktury gospodarki. Rozbieżności pomiędzy gospodarkami krajów Europy środkowowschodniej a gospodarkami strefy euro zamiast maleć rosną. Najmniejsze są w odniesieniu do gospodarki Węgier – 19,2 proc. rozbieżności w 2000 roku i 28,8 proc. w 2015 roku, a większe w Polsce i Czechach – około 28 proc. w 2000, 38 proc. w 2015. Głównym powodem rozbieżności jest niski udział w gospodarkach postkomunistycznych usług i wysoki udział rolnictwa.

Pułapka niepełnej integracji

Wyjaśnienie zjawiska narastania rozbieżności w strukturze gospodarki pomiędzy krajami Unii Europejskiej nie należącymi do strefy euro a tymi, które do niej należą, można znaleźć w artykule „Wpływ przyjęcia euro na złożoność towarów w słoweńskim eksporcie”, opublikowanym przez Piotra Gabrielczaka i Tomasza Serwacha z Uniwersytetu Łódzkiego w Zbornik Radova Ekonomskog Fakulteta u Rijeci chorwackiego Uniwersytetu w Rijece. Łódzcy naukowcy zauważyli, że po przystąpieniu Słowenii do Unii Europejskiej różnorodność eksportowanych przez ten kraj towarów zmniejszyła się. Przedsiębiorcy skoncentrowali się na eksporcie towarów nie wymagających zaawansowanego rozwoju technologicznego. Sytuacja zmieniła się gdy Słowenia dołączyła do strefy euro. Od tego momentu złożoność eksportu słoweńskiego zaczęła rosnąć, a eksportowane towary charakteryzowały się coraz większym zaawansowaniem technologicznym. Wpływ na to zjawisko miało zwiększenie się napływu do Słowenii bezpośrednich inwestycji zagranicznych wraz z przyjęciem euro. Likwidacja ryzyka walutowego i innych barier w wymianie handlowej powodowanych operowaniem różnymi walutami była dla zagranicznego kapitału na tyle atrakcyjna, żeby bardziej zaangażować się w inwestycje produkcyjne w Słowenii. Na podstawie swoich badań autorzy rekomendują nie zatrzymywanie się na pośrednim etapie integracji, a jej pogłębianie. Według nich zatrzymanie się w połowie drogi prowadzi do utrwalania w gospodarce integrującego się kraju nieinnowacyjnej struktury gospodarki – np. utrwalanie dużego udziału w gospodarce rolnictwa i produkcji prostych towarów. Kraj taki utrwala jako swoją przewagę w konkurencji międzynarodowej tanią siłę roboczą, co nie daje jego obywatelom szans na wyrównanie poziomu życia z bardziej rozwiniętymi krajami.

A może szwedzkie euro?

Jednym z argumentów przeciwników przyjęcia euro w Polsce jest przykład rozwiniętych krajów należących do UE, ale nie należących do strefy euro. Tymczasem korzyści wynikające dla tych krajów z faktu pozostawania poza unią walutową nie są tak oczywiste dla naukowców. Nikolaos Stoupos i Apostolos Kiohos z Uniwersytetu Macedonii w Salonikach w Grecji opublikowali w „Research in International Business and Finance” artykuł pt. „Ujednolicenie UE i powiązania między europejskimi walutami: nowe wyniki z UE i EOG”, w którym badają czy Wielka Brytania, Szwajcaria i Szwecja powinny dołączyć do strefy euro. Podstawą artykułu jest badanie korelacji występującej między kursami euro, funta szterlinga, franka i korony w stosunku do dolara. Naukowcy wyszli z założenia, że jeżeli waluty wykazują dużą korelację to znaczy, że korzyści ze zniesienia ryzyka walutowego między nimi i barier handlowych wynikających z rozliczenia w różnych walutach są większe niż straty wynikające z utraty możliwości kształtowania własnej polityki pieniężnej. Przeprowadzone badania wskazały, że Wielka Brytania zdecydowanie nie powinna przyjmować euro, a jej gospodarka z biegiem lat coraz bardziej różni się od gospodarki reszty krajów Unii Europejskiej, co według autorów tylko potwierdza, że decyzja o Bexicie była słuszna. Całkowicie odwrotna sytuacja jest w przypadku Szwecji. Według greckich naukowców euro i koronę można by wręcz uznać za jedną walutę i utrzymywanie własnej waluty jest dla Szwecji niekorzystne i niezgodne z całkowitą integracją gospodarczą tego kraju z innymi krajami strefy euro. Najciekawsze wyniki uzyskali autorzy artykułu dla Szwajcarii. Już na początku podkreślali oni, że dotychczasowe badania wskazywały na zupełną odrębność cykli walutowych tego kraju od europejskich. Po przeprowadzeniu badań okazało się, że frank po kryzysie 2008 roku całkowicie zsynchronizował się z euro i obecnie dla Szwajcarii korzystne byłoby przystąpienie do strefy euro.

Straty przez funta

Jeszcze dalej w krytyce pozostawania rozwiniętych gospodarek UE poza strefą euro idzie Alessandro Saia ze szwajcarskiego Uniwersytetu w Lozannie w artykule „Wybór otwartego morza: koszt dla Wielkiej Brytanii pozostania poza euro” opublikowanym w „Journal of International Economics”. Naukowiec przeprowadza w artykule analizę jak kształtowałaby się wymiana handlowa Wielkiej Brytanii, gdyby zdecydowała się ona przyjąć wspólną walutę w momencie utworzenia strefy euro. Z wyliczeń przeprowadzonych w artykule dla różnych partnerów handlowych Zjednoczonego Królestwa wynika, że gdyby kraj ten należał do unii walutowej miałby obecnie szansę na obroty handlowe z innymi krajami strefy wyższe o 16 proc., a z krajami pozostającymi poza strefą wyższe o 15 proc. Przy okazji lektury tego artykułu można się przekonać, że analizując korzyści i straty warto uwzględniać nie tylko bieżące dane z gospodarki, ale pokusić się także o oszacowanie alternatywnych scenariuszy i wyliczenie ewentualnych strat i zysków wynikających z zaniechania lub podjęcia jakiegoś działania – tzw. potencjalne zyski i straty wykorzystywane także w ocenie kondycji finansowej firm.

Polskie za i przeciw

W minionym roku nie zabrakło publikacji na temat strefy euro w polskich czasopismach naukowych. Były dziekan Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego Krzysztof Dobrowolski opublikował we „Współczesnej Gospodarce” artykuł pt. „Polska w strefie i poza strefą euro – zagrożenia i korzyści w świetle nowych uwarunkowań politycznych i gospodarczych”. Jest to bardzo obszerny artykuł, w którym autor najpierw analizuje spełnianie przez Polskę warunków nominalnych konwergencji i stwierdza, że są one właściwie wypełnione i nie stanowią bariery dla przystąpienia Polski do strefy euro. Barierą jest natomiast brak woli politycznej. Następnie analizuje efekty przyjęcia euro. Efektem, który byłby korzystny niemal dla wszystkich, jest eliminacja kosztów transakcyjnych i ryzyka kursowego dające do 1,5 pkt. proc PKB. Byłoby to niekorzystne tylko dla banków i kantorów. Jako korzystne autor ocenia także obniżenie poziomu stóp procentowych, co przełożyłoby się na obniżenie kosztu kredytu, szybszy wzrost gospodarczy, szybszy wzrost wynagrodzeń, większą konsumpcję, ale także zagrożenie inflacją i pojawieniem się baniek cenowych. Zagrożeniem może być utrata możliwości prowadzenia niezależnej polityki pieniężnej i ewentualne niedopasowanie kształtowania wysokości stóp procentowych do sytuacji w kraju – o czym pisali autorzy przytoczonego wyżej rumuńskiego artykułu. Krzysztof Dobrowolski zwraca jednak uwagę, że postępujące procesy globalizacji sprawiają, że narodowe banki centralne mają coraz mniejsze możliwości wpływania poprzez politykę pieniężną na koniunkturę gospodarczą, a przystąpienie do strefy euro da Polsce możliwość wpływania na decyzje EBC. Zagrożeniem będzie też rezygnacja z autonomicznej polityki kursowej. Tutaj jednak autor zwraca uwagę, że zmienność kursu waluty ma dwojakie oddziaływanie – wzrosty kursu są korzystne dla importerów a niekorzystne dla eksporterów, a spadki odwrotnie, co sprawia, że jest to narzędzie bardzo niedoskonałe w kształtowaniu konkurencyjności na rynku międzynarodowym, a koszty zmienności mogą być wyższe niż korzyści dla wybranych grup. Tezę tę popiera badanie dynamiki wzrostu PKB w różnych krajach (zarówno będących w strefie euro jaki i pozostających poza nią) od roku 2005 do 2016. Wynika z niego że przynależność do strefy nie jest czynnikiem decydującym z jaką dynamiką dany kraj się rozwija. Po kryzysie zadłużenia 2010 roku wiele krajów będących w strefie euro wykazywało się większą konkurencyjnością i szybszym rozwojem, niż kraje będące poza nią i mogące zwiększać swoją konkurencyjność poprzez dewaluację kursu waluty. Według gdańskiego ekonomisty fakt ten przemawia za przystąpieniem Polski do strefy euro.

Opublikowane w 2017 roku wyniki badań dotyczące wpływu przyjęcia euro na gospodarki państw przyjmujących nie potwierdzają dominującego wśród Polaków przekonania, że korzystniejsze jest utrzymywanie własnej waluty. Naukowcy wskazują wprawdzie, że konieczne jest podobieństwo gospodarki wstępującej do strefy euro z gospodarkami państw już do niej należących, ale jednocześnie zawracają uwagę, że na pewnym etapie doganiania zachodnioeuropejskiego poziomu rozwoju gospodarczego przez kraje Europy środkowowschodniej, wręcz wskazana może być rezygnacja z narodowej waluty. Pozostaje pytanie: jak określić ten etap i czy Polska już się na nim znajduje?

 

Maciej Goniszewski

Photo by Thought Catalog on Unsplash

Treść ostatnio zmodyfikowana przez: Maciej Goniszewski
Treść wprowadzona przez: Maciej Goniszewski
Ostatnia modyfikacja: 
poniedziałek, 16 kwietnia 2018 roku, 9:29