„chyba jakbym policzył czas, który spędziłem na WNSie, to co najmniej połowa byłaby w MORSie. A pewnie połowa czasu w MORSie to byłoby po prostu siedzenie z ludźmi, trochę jak świetlica na studiach (ale nikt nie przychodzi cię odebrać, więc wychodzisz dopiero jak się wszystko zamyka). Ale czas mikrofonowy też był fantastyczny i pozwalał na robienie skrajnie różnych rzeczy i to bez poczucia, że ktoś zmusza do czegoś. Niby większość czasu spędziłem na gadaniu o piłce nożnej i sporcie, ale cały czas jest na moich playlistach zespół, na którego koncert wpadłem, bo akurat ktoś inny nie mógł (kocham SMKKPM). Mieliśmy też przez jakiś czas audycję… commentary – ale nazwy nie podam i dowiecie się wtedy, jak wróci. Bo, niestety, może kiedyś wróci. I chociaż od 2019 roku jestem związany z telewizorem w TVP Sport, to cały czas uważam siebie najpierw za człowieka radiowego, a później za telewizorowego”.